Największe mity dotyczące sukcesu! Vol. 1 – AFIRMACJA

 

DWA NAJWIĘKSZE MITY, które uniemożliwiają osiąganie celu.

Hej!

Jeśli interesujesz się rozwojem osobistym i sposobami na osiąganie szczęścia i sukcesu w życiu, zapewne słyszałeś o tych dwóch metodach: afirmacja i wizualizacja. Może nawet ich próbowałeś?

Jednak do rzeczy – dzisiaj powiemy sobie, czy afirmowanie wymarzonych celów rzeczywiście nas do nich doprowadzi i czy faktycznie myśl ma moc realnej zmiany naszej sytuacji. Natomiast wizualizację rozłożymy na czynniki pierwsze w kolejnej odsłonie.

Będzie bezstronnie i rzeczowo – jak zawsze #BezŚciemy.

Miłej lektury!

____________

 

CO TO JEST AFIRMACJA?

 Afirmacja, to z łacińskiego to potwierdzanie, akceptacja, czyli teoretycznie zgadzanie się na pewne stwierdzenia dotyczące naszej osoby, codzienności czy zasobności portfela.

W praktyce, wygląda to jednak inaczej: najczęściej zalecane formy afirmacji mają za zadanie zmienić naszą rzeczywistość i doprowadzić nas do ustalonych celów.

Np. jeśli zmagamy się z problemami ze zdrowiem, afirmujemy „jestem zdrowy”, mówiąc to do siebie, jeden raz, siedem lub tysiąc – w zależności czyj autorytet wykorzystamy – co ma zmienić faktyczny stan „jestem chory” na stan pożądany „jestem zdrowy”.

Analogicznie działa to w każdym innych przypadku; czy to jeśli chodzi o pieniądze, miłość, piękniejszy wygląd, lepsze mieszkanie i pewność siebie.

Co ciekawe, afirmowanie nie ma żadnych ograniczeń – możemy afirmować cokolwiek nam się wymarzy, bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych!
Są oczywiście różne sposoby afirmowania – może to być powtarzanie na zasadzie modlitwy, słuchanie wybranych zdań, spotkałam się też z zaleceniem zapisywania 1000 razy dziennie sentencji „jestem szczęśliwy!”. Mnogość sposobów i różne poziomy trudności codziennego zaklinania rzeczywistości sprawiają, że idea staje się jeszcze bardziej atrakcyjna – każdy znajdzie coś dla siebie.

CZY AFIRMACJA DZIAŁA?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zapewne ilu ludzi próbowało tej metody, tyle opinii na temat zmian.

Jeśli poszukamy badań naukowych dotyczących tego zagadnienia, znajdziemy bodajże tylko jedno, które w dodatku ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza tej teorii.

Oczywiście próbowałam tej metody na własnej skórze, niedługo, ale wystarczająco by wyrobić sobie na ten temat pewne zdanie. O tym dalej.

Zasada tego badania wyglądała następująco: osoby biorące udział w badaniu miały wypełnić ankietę nt poczucia własnej wartości, o czym podzielono je na dwie grupy ze względu na poziom tego czynnika. Następnie obie grupy uczestników miały wykonać test aktualnego samopoczucia. Osoby w jednej z grup uprzedzono również, że mają pomyśleć „jestem sympatyczny”, za każdym razem gdy usłyszą dźwięk dzwonka podczas pisania. Dzwonek dzwonił 15 razy, czyli afirmowała to zdanie 16 razy w ciągu 4 minut.

Okazało się, że grupa kontrolna (bez afirmacji) miała normalny „rozkład” samopoczucia w danej chwili – oczywiście osoby z niższym poczuciem własnej wartości trochę mniejszy.

Natomiast grupa, która powtarzała zdanie „jestem sympatyczny” wyniki miały znacznie większą różnicę!

Okazało się, że osoby z wysokim poczuciem własnej wartości poczuły się znacznie lepiej po afirmacji, ale osoby z niskim poziomem samoakceptacji poczuły się dużo gorzej niż przeciętnie.

To bardzo ważne.

CZY AFIRMACJA JEST NIEBEZPIECZNA?

Wnioski płynące z badania nasuwają się same. Afirmacja działa, jeśli użyjemy jej w umiejętny sposób – jeśli wiemy, że w jakiejś dziedzinie jesteśmy dobrzy i dodatkowo powtórzymy sobie kilka razy zdanie określające tę cechę, nasze samopoczucie wzrośnie i poczujemy się lepiej.

Jednak jeśli wiemy, że w jakiejś kategorii jesteśmy raczej słabi lub tylko pragniemy coś osiągnąć nie mając w tym jeszcze żadnych efektów, nasz nastrój zdecydowanie się pogorszy, a co za tym idzie – nasza motywacja do działania.

Pomyślmy: jeśli zmagamy się z nadwagą i bardzo trudno zrzucić dodatkowe kilogramy, a ktoś nam powie „jesteś szczupły” – czy poczujemy się lepiej? Jestem pewna, że uznamy to za ironiczny przytyk, złośliwość albo kłamstwo w żywe oczy. Tak samo sprawa wygląda z samopowtarzaniem tego typu zdań – zdajemy sobie sprawę z tego, że to tylko pobożne życzenie, kpina, która nie ma nic wspólnego z naszą aktualną sytuacją.

Nie tylko nasz mózg neguje to, co sobie powtarzamy, to dodatkowo uwypuklamy naszą słabość i tracimy motywację by tę sytuację zmienić.

Jeśli jednak czujemy, że afirmacja faktycznie pomaga nam w osiąganiu celów – dlaczego by przestać ją stosować?

DLACZEGO WIERZYMY W AFIRMACJĘ?

Afirmacja, jak wiele jej podobnych sposobów na szczęście i bogactwo, jest dla mnie zwykłych hokus pokus. Wiem, to może urazić część osób, które lubują się w takich rzeczach. Ale na zdrowy rozsądek i logicznie: czy jeśli codziennie będziemy wmawiać sobie, że mamy piękne, zdrowe i białe zęby, to czy te, których nie mamy jakimś cudem odrosną? Albo, jeśli będziemy spędzać nawet całe dnie (!) na afirmacji bogactwa, czy pieniędzy jakimś cudem przybędzie nam w portfelu?

Albo, siedząc na jakimś rządkowym stołku, będziemy afirmować zniknięcie wszystkich dziur z nawierzchni naszych dróg, czy one jakimś cudem znikną?

Afirmacja może być skuteczna, ale tylko wówczas, kiedy po niej nastąpi działanie.

Samo powtarzanie pięknych zdań nie da żadnego efektu – może ewentualnie poprawić nasze samopoczucie i dodać motywacji, ale dopóki nie skupimy się na DZIAŁANIU i KONSEKWENCJI, ten sposób zostanie tylko czystym hokus pokus, niezależnie od tego, ile razy powtórzonym.

Dlaczego zatem tak chętnie wierzymy w potęgę afirmacji i jej skuteczność?

Bo jest prosta.

Zawsze i wszędzie, to proste sposoby na wszystko są próbowane chętniej, niż te prawdziwe, LOGICZNE, ale wymagające wkładu czasu, pieniędzy lub energii.

To bardzo atrakcyjna wizja, na którą nabierają się tysiące. Bo przecież jeśli ktoś nam mówi, że nie musimy zakładać biznesu, tworzyć biznesplanu, inwestować całego naszego czasu w przedsięwzięcie, które nie-wiadomo-czy-wyjdzie, a w zamian za to, wystarczy powtarzać do lustra trzydzieści razy „jestem bogaty”, to które rozwiązanie przynajmniej wypróbujemy jako pierwsze?

Tak samo rzecz ma się z odchudzaniem: dieta i ćwiczenia vs magiczne tabletki pt. „straciłam 10 kg w tydzień – Ty też tak możesz”, gdzie te drugie odznaczają się szokującą wręcz popularnością. Smutne tylko, że mimo naszego doświadczenia, rozumu i inteligencji nadal się na to nabieramy.

A zatem, podsumowując: afirmacja może być skuteczna tylko wtedy, gdy jest początkiem większego działania. Samo powtarzanie wybranych zdań nam nie pomoże, a wręcz może zaszkodzić!

Afirmacja sama w sobie nie zmieni naszej rzeczywistości – musimy zrobić to my.

I na koniec – zamiast poświęcać czas i energię na tę czynność, weźmy się za robotę, przeczytajmy dobrą książkę lub poczytajmy Forbesa w poszukiwaniu pomysłu na siebie i własny biznes. Rozwińmy się jakoś zamiast wierzyć, że magiczna siła przyciągania da nam wszystko, czego nie możemy osiągnąć sami.

A jak to było ze mną? Oczywiście wypróbowałam tę metodę na sobie. Akurat w tamtym czasie najbardziej zależało mi na zrzuceniu wagi, więc wmawiałam sobie, że jestem szczupła. Po kilku dniach takich pobożnych życzeń, dotarło do mnie jak niekomfortowo się czuję sama z sobą, wierząc w takie czary. Uświadomiłam sobie, że żeby ta afirmacja zadziałała, musiałabym powtórzyć ją z miliard razy, żeby spalić odpowiednią ilość kalorii.

Jak można się domyślić, moje afirmowanie na tym się skończyło.

 

Jak zwykle, #BezŚciemy!

 

A jakie są Wasze opinie na temat afirmacji? Próbowaliście? Stosujecie?

 

Jak zwykle, po więcej motywacji zapraszam na Instagram!

Jeśli jeszcze nie widziałeś e-booka o nawykowym kłamstwie, plik jest tutaj, do pobrania za darmo.

Tutaj znajdziesz najnowsze posty.

Serdecznie zapraszam Cię na fanpage na Facebooku – zostańmy w kontakcie!

Zachęcam do komentowania!

Dziękuję za Twój czas – życzę Ci pięknego dnia!

Karolina

Gdzie jeszcze jestem: