Czy warto korzystać z usług coacha?

 

 

CzY WARTO KORZYSTAĆ Z USŁUG COACHA?

 

Hej!

 

W dzisiejszym artykule zajmiemy się rozłożeniem na czynniki pierwsze zawodu trenera mentalnego, szerzej znanego jako coach. Wraz ze wzrostem popularności rozwoju osobistego w Polsce, poznaliśmy całą rzeszę psychologów, pseudopsychologów lub po prostu dobrych mówców, obiecujących szybkie osiągnięcie sukcesu – powiedzmy sobie szczerze – nietypowymi metodami.

Nawet najpopularniejsze media zainteresowały się niektórymi technikami coachingowymi, o których wspomnę dalej.

A zatem – czy warto korzystać z usług coacha?

___________

CZYM ZAJMUJE SIĘ COACH?

Coach – wg Wikipedii – pomaga odkryć swojemu klientowi drogę do celu. W uproszczeniu, prowadzi nas przez życie pomagając rozwiązywać problemy, używając technik mających na celu usprawnienie naszego działania, poprawę myślenia, nastawienie nas na sukces i wiarę, że się da. Coach uważnie nas obserwuje i planuje strategię działania.

Coach najczęściej ma ścisły związek z psychologią lub – jeśli nie ukończył tego kierunku – chciałby mieć. Dużo czyta, uczestniczy w szkoleniach i najczęściej już osiągnął swój własny sukces, dzięki czemu może o tym uczyć innych.

CZY COACHING JEST ZŁY?

Zdecydowanie nie, jeśli zajmuje się nim osoba wykształcona, dobrze przygotowania, znająca co najmniej podstawy psychologii, która odbyła odpowiednie kursy, ma duże doświadczenie w dziedzinie i wie, że czasem lepiej wysłać swojego klienta do specjalisty, zamiast sprawdzać na nim ekscentryczne techniki.

CZY COACH MOŻE POMÓC?

Oczywiście może, ale muszą zajść warunki wyżej wymienione. Wiele zależy również od naszego własnego podejścia – musimy chcieć tej zmiany i być naprawdę zmotywowanym do jej osiągnięcia. Bez tego, nasze zaangażowanie będzie trwało tak długo jak „terapia”, a zaraz po jej zakończeniu wrócimy do starych zwyczajów.

NA CO UWAŻAĆ?

Pozwolę sobie na delikatne case study – nie będzie to nic szczególnie odkrywczego, bo zapewne wszyscy już słyszeli o tych trzech przypadkach.

Jako że Polska to jeszcze troszkę zacofany kraj na tym rynku, względem na przykład USA, rzadko znajdujemy jakiegoś wizjonera w tej kwestii. Można powiedzieć, że ta nasza wiedza na temat rozwoju osobistego na dzisiaj, w Stanach była praktykowana    2 -3 lata temu. Nie twierdzę, że tak jest w każdym przypadku – sama interesuję się nowinkami z tej dziedziny, ale przeciętny youtube’owy coach jest na etapie wiedzy z tłumaczonych książek, czyli jednak odrobinę w tyle.

Najważniejszym jednak aspektem jest to, że w Polsce rozwój osobisty fantastycznie się przyjął i w pewnych kręgach stał się modny, dzięki czemu powstało cale spektrum osób chcących być mentorami, a nie mających po temu żadnych predyspozycji oprócz kwiecistej mowy i kontrowersyjnych metod.

Jestem pewna, że przynajmniej kojarzymy znanego kołcza z naszego podwórka, którego znakiem rozpoznawczym jest rzucanie przekleństw na lewo i prawo. Nie mówię, że to źle, że wybrał akurat taki sposób ekspresji i wysławiania się, bo to też może być jakaś tam, nie dla wszystkich zrozumiała, ale forma. Jednakże akurat ten konkretny przypadek, który uczył o psychologii hejtu, sam ze swoimi technikami reagowania na to zjawisko nie ma nic wspólnego.

W swój ulubiony, wulgarny sposób wdaje się w „dyskusję” z „hejterami” (cudzysłów ze względu na wątpliwą słuszność tego określenia), nagrywa obraźliwe filmiki i tak jakby z hejtem sobie nie radzi.

Jednak to jeszcze żaden problem – jego sprawa.

Problem się jednak zaczyna, gdy widzimy jak wiele młodych osób zaczyna bronić takiego osobnika powielając jego schematy zachowań, wyzywając oponentów i siebie nawzajem z agresją i zajadłością godną ucznia gimnazjum o IQ poniżej przeciętnej.

Oczywiście nasz wesoły kołcz nie dopuszcza do siebie żadnych słów krytyki (konsekwentnie nazywając to hejtem), nie pozwalając na nawet najdrobniejsze zakwestionowanie swojej wiedzy czy umiejętności. Czyli w rezultacie, przekonany o swojej doskonałości, nie uczy się ani nie rozwija.

Niestety takie zachowanie doskonale się sprzedaje i zyskuje popularność głównie wśród najmłodszych, najbardziej podatnych na taki oryginalny sposób bycia, osób.

Forma zdecydowanie przerosła treść.

KOLEJNY PRZYPADEK.

Pamiętamy filmik z coachem w roli głównej, nagrany na SGH, na którym pokazano, jak w ramach szkolenia, studenci biją się wzajemnie po twarzach?

Uderzenie towarzysza w twarz i przyjęcie uderzenia w policzek miało spowodować wyjście ze strefy komfortu, udowodnić, że boimy się tylko przed wykonaniem nieprzyjemnej czynności, ale w trakcie i po, już nie jest tak źle.

Chyba nie muszę rozwijać, jak bardzo absurdalne jest takie zachowanie. Ale stanowczo podkreślam, że jeśli coach prosi o zrobienie czegoś tak niedorzecznego – uciekajmy od niego jak najdalej i nie zapomnijmy przestrzec przed nim innych.

Oczywiście i dla takich nonsensownych metod znalazła się nisza – słyszałam o zdejmowaniu majtek w pomieszczeniu pełnym ludzi, zaczepianiu ludzi na ulicy, chodzenie do restauracji w niekoniecznie konsumpcyjnym celu…

Uważajmy na takie osoby. Patrząc z tej perspektywy, nikt z nas nie podjąłby się takich bezmyślnych czynności, ale trenerzy tego pokroju opanowali jedną z najbardziej niebezpiecznych cech: umiejętność sprzedaży i genialnej reklamy swoich usług. Nie dajmy się nabrać na puste frazesy i niekonwencjonalne sposoby osiągnięcia sukcesu, które nie tylko nie przybliżą nas do spełnienia marzeń, ale zrobią z nas trybik w maszynie biznesowej pseudomentora i pozwolą zarobić mu więcej kasy i oszukać więcej ludzi. Nie wspominając o tym, że zapewne w oczach jego i osób postronnych, jesteśmy świetnie zaprogramowaną małpą, przystosowaną do bezmyślnego powtarzania wybranych czynności.

TRZECI PRZYKŁAD.

W ostatnim czasie, rozwój osobisty osiągnął sporą popularność na YouTube. Pojawiło się mnóstwo trenerów, mentorów i milionerów, którzy za niewielkie pieniądze sprzedawali swoją wiedzę na temat osiągania sukcesu.

Bawi mnie szczególnie jeden przykład, który był tak wiarygodny, że sama przez długi czas dawałam się nabierać na puste słowa i image milionera. Ten pan ma już naprawdę sporą listę subskrybentów i wielu klientów, którzy korzystają z jego kursów, kupują książki i suplementy mające zrobić z nich super ludzi.

Trend przyszedł ze Stanów. Zauważono, że trenerzy, którzy byli tylko trenerami, tracili popularność na rzecz prawdziwych self made’ów, którzy osiągnęli sukces i miliony własną ciężką pracą i dzielili się wiedzą za darmo lub za niewielkie pieniądze (no bo hej, skoro mam miliard na koncie, paręnaście tysięcy z kursu różnicy mi nie zrobi, a skoro mogę komuś pomóc…). A zatem, co niektórzy bardziej przedsiębiorczy coachowie lub dobrzy mówcy, zaczęli udawać, że też osiągnęli sukces i sprzedawali tę wiedzę drożej, promując bardziej profesjonalne i uporządkowane kursy z każdej dziedziny.

Trzeba im przyznać, że oczywiście znali przepis na sukces, ale własny – jak sprzedać średniej jakości porady tłumowi nieudaczników, którzy po przejściu przez niezliczoną ilość kursów nie tylko nie osiągną własnego sukcesu w żadnej dziedzinie, ale zostaną pewnego rodzaju wyznawcami, a jedyne co będą mogli robić „biznesowego” to sprzedawać tę wiedzę dalej, do innych nieudaczników, którzy będą nabierać się na puste frazesy.

Prosty nawyk, który pozwoli ci osiągnąć sukces, kup mój kurs i zmień swoje życie, jak się zmotywować, jak spać dwie godziny… To bardzo popularne chwyty i zadziwiające jest, jak wiele osób się na to łapie.

Niestety droga do sukcesu nie jest prosta, a afirmacja i wizualizacja nie znaczą nic, jeśli porządnie nie weźmiemy się do roboty.

Moglibyśmy siedzieć całymi dniami, medytować, wizualizować i myśleć, że jesteśmy szczęśliwi, a ani sukces, ani szczęście, ani miliony, ani podróże, ani samochody, ani piękne kobiety czy przystojni mężczyźni by do nas nie przyszli.

Jedyną drogą do osiągnięcia sukcesu w którejkolwiek dziedzinie są działania i samodyscyplina. Szerzej tę kwestię opisuję w darmowym mini e – booku dostępnym do pobrania tutaj.

Konkrety – na co uważać?

Jeśli coach próbuje nam coś sprzedać na siłę i obiecuje łatwe efekty bez wysiłku. Jeśli coach promuje się w każdym możliwym medium i wmawia nam, że „nie chcesz to nie wierz, inni zarobią miliony, a Ty będziesz w tym samym miejscu”. Wydawaj jak bogaty, to będziesz bogaty… a przy okazji kup mój kurs wart $4000 i piętnaście książek.

Uważajmy na trenerów, którzy podają się za biznesmenów, a nie potrafią udowodnić istnienia żadnego biznesu. Uważajmy na produkty, które sprzedają i na to co mówią, bo wbrew pozorom, niektóre z tych porad mogą być szkodliwe.

I na koniec: rozwijajmy się. Jest wiele dobrych psychologicznych książek z dziedzin samodoskonalenia. Nie trzeba kupować drogich szkoleń, które mają nas łatwym sposobem doprowadzić do sukcesu. Po pierwsze, łatwy sposób nie istnieje. A po drugie, taka wiedza na pewno została już zawarta w jakiejś książce, którą można dostać w Empiku za 40 złotych.

Nie dajmy się nabrać na puste frazesy, na słowa „możesz wszystko” i „jesteś zwycięzcą”, które obiecują spełnienie marzeń bez wkładu ciężkiej pracy.

Bo MOŻNA osiągnąć wszystko, ale tylko, jeśli zaczniemy konsekwentnie i wytrwale działać i nie poddamy się, gdy to pierwsze euforyczne upojenie nowym projektem minie. Biznes jest jak żona. Najpierw jesteś zakochany i podekscytowany, a później każdego dnia musisz żyć z tym wyborem (wiem, wiem, nieśmieszne i żenujące, ale próbowałam jakoś rozładować poważny wydźwięk tego artykułu ;>).

Uważajmy na siebie.

Coming soon: motywacyjne upojenie, najlepsze sposoby samodoskonalenia, metody skutecznego działania, jak pozostać zmotywowanym oraz techniki, które pozwolą nam pracować lepiej, wydajniej i mądrzej. Zostańmy w kontakcie!

A jeśli jeszcze nie czytałeś, zachęcam do zapoznania się z artykułem na temat technik zarządzania czasem, o dobrych nawykach, a tutaj o najbardziej inspirujących filmach.

A po więcej motywacji zapraszam na Instagram: klik oraz Facebook: tutaj.

Darmowy e-book można pobrać na tej stronie.

W razie jakichkolwiek pytań, opinii i propozycji – proszę o komentarz lub wiadomość na adres kontakt@karolinakaszub.pl

 

Dzięki ogromne za poświęcony czas!

mała czarna, logo

Gdzie jeszcze jestem: