Wizualizacja – świetne narzędzie motywacyjne czy bzdura?

CZY WIZUALIZACJA TO BZDURA?

wizualizacja

Hej!

Jeśli tu jesteś, wnioskuję, że masz pewne doświadczenie z szeroko pojętym rozwojem osobistym i/lub psychologią sukcesu.

Zapewne słyszałeś o najważniejszych technikach motywacji i inspirowania samego siebie oraz znasz podstawy osiągania sukcesu, a na pewno zasady, którymi kierowali się ludzie sukcesu z całego świata.

Zapewne znane Ci są również najprzeróżniejsze narzędzia mające na celu poprawę koncentracji, samooceny, samopoczucia i efektywności.

Jedną z technik w orężu mówcy motywacyjnego jest metoda wizualizacji, dzięki której możesz osiągnąć wszystko.

Dzisiaj odpowiemy sobie na pytanie, czy wizualizacja to bzdura?

Zobacz poprzedni wpis z tego cyklu: czy afirmacja działa?

Oraz sprawdź, czy padłeś ofiarą coacha!

CO TO WIZUALIZACJA?

Praktycznie każdy przeciętny coach poleca tę technikę jako magiczne źródło motywacji i pomyślności. Najprościej rzecz ujmując, wizualizacja polega na wyobrażaniu sobie siebie osiągającego sukces w danej dziedzinie – wymarzoną sylwetkę, bogactwo, sportowy samochód czy świetny biznes. Niektóre, bardziej zaawansowane osobistości ze świata rozwoju osobistego zalecają nawet stworzenie w edytorze graficznym symulacji rachunku bankowego z milionem na koncie lub naszego garażu z wymarzony autem w środku. To wszystko ma nas zmotywować do faktycznego osiągnięcia wybranego celu.

W teorii, wszystko brzmi świetnie – to musi być prawdziwy przepis na sukces!

Myśl pozytywnie, a pozytywne rzeczy zaczną Ci się przydarzać. Myśl o bogactwie, a zaczniesz przyciągać bogactwo. Myśl, że jesteś szczupły, a zgubisz nadmiarowe kilogramy.

Dla laika w tej dziedzinie, teoria wizualizacji może jawić się jak niesamowite odkrycie i sekret, dzięki któremu staniemy się władcami życia duchowego i materialnego.

JAK TO WYGLĄDA W RZECZYWISTOŚCI?

Czy wizualizacja może nam pomóc w osiągnięciu wybranych celów?

Cóż, przeprowadzono wiele badań naukowych, które zaprzeczają prawdziwości tej tezy. Przykładów było mnóstwo – od wizualizowania spotkania z wymarzonym partnerem, do wyobrażania sobie i pozytywnego nastawienia wobec bardzo trudnego zadania matematycznego.

Wyniki zdziwiły samych naukowców.

Otóż okazało się, że w przypadku każdej z grup, lepsze wyniki uzyskiwała grupa realistów, którzy ani nie wizualizowali sobie sukcesu w danej dziedzinie, ani nie byli szczególnie pozytywnie nastawieni względem postawionego przed nimi zadania.

Jak to się mogło stać?

Po kilku powtórkach takich badań stało się jasne, że osoby, które wizualizowały sobie zwycięstwo i sukces zwyczajnie poświęcali mniej czasu na trening i naukę, a wynikiem tego były gorsze wyniki po zakończeniu eksperymentu.

Ponadto, osoby pozytywnie nastawione, były pewne swojego sukcesu, więc podczas pracy mniej przykładały się do przygotowań, pewne, że choćby nie wiem co musi im się udać.

Wizualizacja najczęściej idzie w parze ze znanym nam ze szkoleń motywacyjnych hurra optymizmem, dzięki któremu wszystko musi nam się udać.

Rzeczywistość pokazuje, jak bardzo mylne jest to przeświadczenie i że nadmierny optymizm może sprowadzić nas na manowce.

Oprócz tego, wizualizowanie sobie zwycięstwa automatycznie uruchamia w naszym mózgu obszar nagrody, dokładnie ten sam, który jest aktywowany podczas faktycznego zwycięstwa, a zatem, skoro nakarmiliśmy nasz mózg endorfinami, to nie ma sensu się starać, bo wystarczy nam wizualizacja. A przynajmniej na jakiś czas. Na szczęście można do niej wrócić, jak tylko nasz entuzjazm trochę opadnie.

PROCES CZY WYDARZENIE?

Wielu przeciętnych coachów twierdzi, że wizualizacja jest doskonałym narzędziem motywacyjnych, które będzie utrzymywać w nas płomień i pragnienie sukcesu nawet wtedy, gdy początkowy entuzjazm trochę opadnie.

Niestety i tutaj badania naukowe pokazują zupełnie odmienny stan rzeczy.

Mianowicie, osoby super hurra pozytywnie nastawione, poddawały się dużo częściej niż realiści, którzy na chłodno podchodzili do wyznaczonych im zadań.

Po prostu pozytywne nastawienie sprawiało, że hurra optymiści, przekonani o własnej mocy sprawczej, nie brali pod uwagę możliwych trudności po drodze. Po prostu byli przekonani o zwycięstwie za wszelką cenę jako o wydarzeniu, pomijając cały proces, który do sukcesu prowadził.

Myślę, że właśnie to jest przyczyną naszych codziennych porażek, czy to w walce o piękną sylwetkę, lepsze wyniki w szkole, lepsze wyniki na siłowni czy większe zarobki. Postanawiamy sobie zmianę na lepsze, wizualizujemy siebie na podium, walczących w pocie czoła o zwycięstwo, ale rzeczywistość okazuje się okrutnie inna – na swojej drodze spotykamy przeciwności i żaden z naszych bliskich nie chce nas wspierać. W swoim wyobrażeniu drogi do sukcesu nie wzięliśmy tego wszystkiego pod uwagę, więc przerażeni mnogością i wagą tych wszystkich czynników sprzeniewierzających się przeciwko nam, poddajemy się, podczas gdy realiści brną dalej, bo po prostu uwzględnili ryzyko w swoim planie.

Czy zatem trzeba być pesymistą, nie wierzyć w powodzenie własnego celu i nie myśleć o końcu przedsięwzięcia?

Oczywiście nie. Wiara w to, że możemy osiągnąć cel jest podstawą do tego, by w ogóle zabrać się za jego realizację. Ale musimy podejść do tematu profesjonalnie, na chłodno i realistycznie, zamiast poddawać się magicznym sztuczkom i hurra optymizmowi, który sprawia że nawet najbardziej kręta droga na szczyt wydaje się być prostą ścieżką. Musimy już na początku uświadomić sobie możliwe trudności i podjąć decyzję o działaniu mimo ich obecności.

Nigdy nie ma idealnego momentu by zacząć, ale mamy tylko jeden dzień w roku, by to zrobić – DZISIAJ.

Nie możemy skupiać się na wyobrażaniu sobie zwycięstwa – skupmy się na drodze, na procesie, a w końcu do naszych drzwi zapuka wydarzenie zwane sukcesem.

PODSUMOWANIE

Według mnie, wizualizacja cieszy się tak ogromną popularnością (mimo braku dowodów naukowych na jej jakiekolwiek powodzenie w tej materii) bo jest wspaniałą obietnicą złotych gór w zamian za nierobienie niczego. Przyznajmy to – jesteśmy z natury leniwi. Oczekujemy wydarzeń, zamiast skupić się na ciężkiej, organicznej pracy nad sobą.

Wolimy dostać na tacy rozwiązania typu prawo przyciągania, pozytywne nastawienie i wizualizacja i czekać na wymarzony sukces, zamiast zwyczajnie wziąć się do roboty.

Bo przykra prawda jest taka, że rzadko kogo sukces faktycznie spotyka. A nie sądzę, że trafia się tym, którzy siedzą całymi dniami rozmyślając o sukcesie i próbując przyciągnąć bogactwo.

Przytrafia się tym, którzy ciężko pracują, planują, liczą i biorą pod uwagę przeciwności losu i ryzyko i działają mimo tych wszystkich czynników. Mają odwagę, są racjonalni i mają plan, a później z zegarmistrzowską precyzją go realizują, każdego dnia pracując nad samodyscypliną.

I nie poddają się. Bo kiedy na naszej drodze pojawi się pierwsza przeszkoda, która nie pasuje do naszej idealnej wizji, zapewne będziemy chcieli zrezygnować. I właśnie to odróżnia przegranych od ludzi sukcesu.

Wizualizacja jest doskonałą receptą na sukces, dla leniwych ludzi szukających łatwego bogactwa. Nie dajmy się zwieść pustym obietnicom, a skupmy na samodyscyplinie i dążeniu do wybranego celu.

 

Bardzo dziękuję za Twój czas!

Jeśli masz pytanie lub propozycję następnego posta w tym temacie lub pokrewnym – daj znać w komentarzu! Wszelkie opinie mile widziane.

 

Codzienną dawkę motywacji dostarczam na Instagramie, nie przegap okazji! Ale pamiętaj – cytat nie zadziała, jeśli Ty nie zadziałasz!

Tutaj jest post o tym, jak radzić sobie z najbardziej opornym tłuszczem z bioder, brzucha i pośladków.

Tutaj zawarłam zagadnienia z zakresu najgorszych składników diety.

Jeśli jeszcze nie widziałeś artykułu o nawykach skutecznego działania, zapraszam tu.

Ostatnio również stałam się aktywna na Facebooku – zobacz.

Tutaj znajdziesz darmowy e-book na temat nawyków ludzi sukcesu, które i Ciebie doprowadzą do sukcesu. Bez obaw – jak zawsze podeszłam do tematu #BezŚciemy.

I na koniec – dziękuję za Twój czas. Życzę Ci dokonywania samych świadomych decyzji!

 

Pięknego dnia – Karolina

mała czarna, logo

Gdzie jeszcze jestem: